Menu

sora

Jak spełniają się marzenia.

Okno

soraopowiadania

 

Pierwszy dzień pracy i to jakiej ambitnej. Rozdawanie ulotek promocyjny. Z wielu tysięcy CV zostało wybrane moja. Podobno mam odpowiednią aparycję. Do tej odpowiedzialnej pracy tylko skończę studia. Będę miała dobrze płatna prace furę i komorę. I mój szef nie będzie grubym o blechem. Który zatrudnił mnie, tylko dlatego, że jestem ładna. Gdybym chociaż się tym przejmowała. Jestem, jaka jestem i tyle mam dla otoczenia co w sercu, a nie cyckach.
Puki co muszę zadowolić się rozdawaniem ulotek i opowiada i opowiadać ludziom. Jakie cuda mogą, zobaczyć wystarczy wejść. Tylko co tam znajdą, magiczne to, magiczne tamto. Wystawę co prawda mają świetną. Roboty sztuczne inteligencje. Tylko komu ja to odpowiem jak każdemu mam mówić to samo i nie odchodzić od schematu. Zamiast opowiadać o technice, na której się znam. Muszę recytować tekst na trzy kartki. Który dostałam wczoraj. Bo łatwo wchodzi i każdy z łatwością się tego nauczy. Ciekawe czy chociaż raz to przeczytał. Ulotkę biorą trzy osoby na dwadzieścia. Z tego, co zauważyłam głównie z odruchu serca. Biedny student wezmę. Po trzydziestu minutach cały kosz znajdujący się kilka metrów ode mnie wypełniony był pod brzegi. Całe szczęście, że leży na terenie firmy, która mnie zatrudnia. Korytarz mają ładny no i gabinet do przejmowania petentów cudo. Przez godzinę chciało gadać ze mnę ze czterech facetów i to w pakiecie. I to nie o technice, która mnie pociąga, zboczony gatunek. Az się nie chce wieżyc, że też homo spiec. Kilka staruszek co prawda pogadało, ale od czasu do czasu milo zamienić słowo z kimś innym niż kotkiem. Przynajmniej rozmowa była na poziomie.
Otwarli plac cudów, czy dom wróżek. – Stał, za mną w ręku trzymał, pamięta ulotkę. Wyjęta pewnie z kopca innych jej podobnych. Długi szary płaszcz ciągną, się od czarnych włosów rozkrywając uszy i ciągnął się aż do czubka brązowych butów. Wpatrując się w obrazki. Szukał szczegółów, marszcząc brwi. Zmuszał mózg do myślenia. Wydaje, się ze w końcu z kimś porozmawiam na temat.
Zapraszamy do muzeum cudów. – Przeciągając słowa, zaczęłam monolog w twarze jednego aktora i jednego widza.
Muzeum ? A izby pamięci nie ma? – I tyle z pierwszego wrażenia zostało. Pauza wypełniona ciszą. A ja nie zamierzałam go bronić za wszelką cenę. Czułam jak końcówki brwi i nos połączyły się w grymasie złości. Zauważył to, wyprostował się odruchowo. I zmów wlepił oczy w papier.
Opowiesz mi czemu mam tam zajrzeć co tam znajdę.– Pójdzie tam dlatego, że mu głupio nie dlatego że go to interesuje.
Mamy magiczne sprzęty przyszłości. Magiczny samo nakrywający się stół. Magiczne roboty wykonujące ciążkom prace z człowieka. Magiczne coś tam. – Za nic nie mogłam, sobie przypomnieć co ta dalej było napisane.
W to, że roboty są, magiczne za nic nie uwierzę, ale coś tam brzmi zachęcająco. Opowiedz mi o tym więcej. – Gościu sobie grabi ewidentnie kopie pod sobą dół. Chętnie bym się z nim pokłóciła. Najpierw jednak sprawdzę, czy szefa mnie nie podgląda taka mała paranoja. Okazała się całkiem uzasadniona. Stał jak postać z ringu. Nie ruchoma postać zajmująca jedną czwartą okna. Jednocześnie zajmujący całą niepewność w moim ciele. Parzyliśmy się przez chwile na siebie. Wyrzucą mnie przez tego kolesia.
On wpadł na ten pomysł z cudo-wiankami ? – Wpatrywał się w te sam punkt co ja. Uśmiechną się przyjacielsko do grubaska za oknem.
Nie wiem, on mnie tylko zatrudnił. – Znikł, okno było puste.
Idę się dowiedzieć a ty nie mieszaj magi z robotyką – Pomachał mi za pleców i poszedł sobie tak po prostu. Wszedł do budynku. Ciekawe kim jest. Ode mnie wymagali z dziesięć ryz papierków.

 

© sora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci