Menu

sora

Jak spełniają się marzenia.

Akademik cz 4

soraopowiadania

 

Przede drzwiami piętrzyli się ludzie przekrój dziwaków całego społeczeństwa polskiego i kilku kości za granicy. Z każdym krokiem widziała wyraźnie patologie zdrowej tkanki szkoły. Ulżyło jej, zaczęła przybijać piątki, odmawiają trawki i wiśniówki i słuchać o nowych nutach w metalu i alternatywie ktoś w trącił nowe rapy w sposób bezpośredni z głośniczka telefonu. I nagle w tym kotle bałkański zaczęła przebijać myśl głośniejsza i wyraźniejsza niż cały ten harmider on tu pasuje, ale gospodyni na pewno nie. Wróżyło to nie lada kłopoty, które trzeba będzie rozwiązać.
Myśli rozwiały się, gdy nagle przez tłum gawiedzi rozstępujący się niczym może czerwone za czasów Mojżesza zaczęła się przeciskać Jola ubrana nad wyraz skromnie w dżinsy i luźny dres. Jedynie on stanowiła wyspę na wybiegu, którym się przechadzała. Jej oczy niebieskie niczym bezkreśnie czyste niebo lustrowały jej każdy krok, wychwytując każdy szczegół zachowania oponentki. Pierwszy szczegół to ubiór nieprzyszłą, by być podziwianą i to znaczy, że wyjątkowo atrakcją będzie coś innego. Z kwaśną miną widoczną tylko na ułamek sekundy odprawiła kilku lekko podchmielonych wielbicieli chcących ją przytulić na powitanie. Nie zaprosiła tu przyjaciół gorzej, nie zaprosiła tu ludzi, których darzy, choć szczątkowym szacunkiem. W oczach miała szyderę jak mała złośnica planująca herbatkę z przeszkodami dla swoich lalek. Stanęła przy niej lekko z boku, co zostało przyjęte cisza.
 –Nie myślałam, że przyjdziesz – powiedziała głosem, który miał dotrzeć tylko do niej.
 –Człowiek nie może być dobry we wszystkim – mówiąc to, kąciki jej ust powędrowały ku górze.
 –Urocza jak zawsze, Kaśka jest – Wykrzywiła twarz w grymas.
 –Jest, chcesz się z nią zaprzyjaźnić – Mimo szczerych chęci nie usłyszała odpowiedzi na swoje proste pytanie a jej rozmówczyni, ruszyła po krótkiej pauzie.
 –Wrogów bym nie zapraszała – Rzuciła, mijając ją i tu jest problem, powiedziała już pod nosem, by nie zabierać jej więcej czasu. Wymijająca odpowiedz, wcale jej nie zadowoliła w końcu czy ktoś tak pusty może zauważać wokół siebie jedynie zazdrośników.
Ona uważała ją za największego wroga nie w rozumieniu czysto szkolnym bardziej ideologicznym.
 –Zapraszam na ucztę – dzięki bogu wzięła zapas kiełbasek sojowych i soczku malinowego na całą
Bóg jeden wie co ta fladra poda im na talerzu. Jak stała tak stała, podgryzając swój przysmak, nie zwracając uwagi na rzekę ludzi trącających ją ramionami. Z głębokiego transu jej rozmyślań wyrwał ją delikatny dotyk miękkich rączek. To Kaśka stałą wpatrując się w ocean jej oczów z miną zmartwionego psa i wzięła ją pod rękę i razem poszły w nieznane.
 –Widzę, że już jesteś zajęta na ten wieczór – z ironią powiedział chłopak Jolki, gdy mijały wtulone do siebie drzwi
 –Rozumie, że bycie pieskiem na posyłki już Ci zbrzydło- odpowiedział jadowicie, jak tylko mogła i już chłopak nie chciał kontynuować rozmowy, uśmiechną się tylko głupkowato i wmieszał się w tłum.
Trzymaj się blisko mnie, cała ta sytuacja to jakaś farsa- położyła dłoń na jej dłoni i wyglądały wtedy jak para arystokratów szukająca jakieś dobrej partii, by się przywitać.
 –Sadzę raczej, że masz jakieś paranoje – powiedziała i obdarowała ją szczerym uśmiechem.
Czas pokaże, która z nas ma racje, a tera chodźmy się bawić- Udając, że się focha poszła dalej.
Puszczona na początku imprezy muzyka popularna nie dotrwała nawet jednego kawałku i szybko została zmieniona na mocne brzmienie, zanim doszła do drzwi. Potem było trochę alternatywy, a nawet kilka kawałków hip-hopowych. Wszystko pomieszane jak w wieży Bable. Braka tematyki jej nie przeszkadzał, ale utwierdzał ją w przekonaniu, że lista gości nie została utworzona na podstawie umiłowania wspólnych gatunków muzyki czy nawet subkultury. Coś innego musiało łączyć wszystkich ludzi zgromadzonych w małym pokoiku.

 

© sora
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci